Ile kosztuje nas stres?

Absencja w pracy wśród osób w różnym wieku

Absencja w pracy wśród osób w różnym wieku (GW)

Tylko w zeszłym roku z powodu różnych zaburzeń nastroju na zwolnieniu lekarskim wylądowało ponad 200 tys. pracowników. Słono zapłaciła za to gospodarka – 2,6 mld zł.
Za te pieniądze można zbudować około 60 kilometrów autostrady albo znaleźć pracę dla ponad 25 tys. bezrobotnych.

Koszt samych zasiłków dla nieobecnych w pracy to około 800 mln zł rocznie. A dodać do tego należy wydatki na ich leczenie i straty dla firm wynikające z braku rąk do pracy. Cenę, jaką gospodarka płaci za depresję, policzyła – bazując na danych ZUS i NFZ – dr Małgorzata Gałązka-Sobotka z Uczelni Łazarskiego. Wyniki omówiła 9 grudnia w trakcie konferencji „Diagnoza wypalenia zawodowego Polaków” organizowanej przez firmę doradczą Leverage Partners.

Depresja i stres

W 2014 r. w Polsce pracownicy z zaburzeniami nastroju czy dotknięci ciężkim stresem przebywali na zwolnieniach lekarskich łącznie aż 6,1 mln dni. Choć zdaniem Gałązki-Sobotki to ciągle niepełny obraz. – Depresja jest w Polsce diagnozowana na bardzo późnym etapie, dlatego statystyka jest częściowa, a sama choroba często wraca – uważa.

Faktycznie, z danych NFZ wynika, że w trzech czwartych przypadków choroba powraca w ciągu dwóch lat od wyleczenia pierwszego epizodu. Najczęściej nawroty dotyczą aktywnych zawodowo osób, w sile wieku (30-59). A łącznie z depresją boryka się 1,5 mln Polaków. Co gorsza, część dotkniętych nią osób płaci najwyższą cenę. W 2013 r. depresja była przyczyną 6,1 tys. samobójstw.

A to ciągle niejedyne koszty depresji i wypalenia zawodowego. Dane liczbowe dotyczą tylko osób, które z powodu rozmaitych zaburzeń emocjonalnych nie pojawiły się w pracy. Tych, którzy przyszli do firmy, ale pracowali na pół gwizdka, żadna statystyka nie uwzględnia.

Tymczasem, jak przekonuje Mariola Walendziak z Leverage Partners, zanim wypalenie doprowadzi do depresji, obniża motywację do pracy, pogłębia apatię i niechęć do kontaktów społecznych. Efekt? – Jesteśmy obecni w biurze, ale pracujemy wolniej, popełniamy więcej błędów i narażamy się na wypadki – mówi. Wypaleni pracownicy częściej zmieniają pracę, stają się cyniczni, agresywni, a swoje kłopoty przenoszą na dom. – W dłuższej perspektywie problemy zawodowe oznaczają wycofanie się z życia towarzyskiego i zgrzyty w życiu rodzinnym – mówi dr Hanna Bogacka, psychoterapeutka lecząca m.in. osoby dotknięte depresją.

Ciężko łączyć pracę z domem

Zresztą kolizja zawodowych obowiązków i życia rodzinnego jest jednym z głównych powodów wypalenia zawodowego. Tak wynika z raportu Instytutu Badań „Pollster”, także zaprezentowanego na konferencji. Innymi powodami wypalenia są: nieznajomość oczekiwań przełożonych, brak jasno wytyczonych celów pracy, niespójne polecenia (np. wydawane przez więcej niż jedną osobę), brak poczucia sensu pracy czy groźby i przemoc w miejscu pracy. Nie bez znaczenia jest też czas spędzony w firmie – w grupie najbardziej zagrożonej wypaleniem są osoby regularnie wykonujące swoje obowiązki na nocnych zmianach.

W ujęciu branżowym na wypalenie najbardziej skarżą się dziennikarze, pracownicy działów PR, marketingu i reklamy. – Osoby w tych zawodach wiecznie gonią terminy, klienci mają nieracjonalne oczekiwania, a do tego ich praca znacznie różni się od oczekiwań, które mieli wobec niej na początku kariery – mówi Paweł Piekarski z Instytutu Badań „Pollster”. I wskazuje, że wpływ na zadowolenie z pracy ma też poczucie stabilności. Tam, gdzie jest ono mniejsze, czyli np. w przypadku osób zatrudnionych na umowy śmieciowe, łatwiej o wypalenie zawodowe.

Najmniej narażeni na wypalenie są natomiast lekarze, farmaceuci, księgowi i bankowcy. – Dobrze zarabiają, wykonują pracę ekspercką i widzą jej sens – wyjaśnia Piekarski.

Bartosz Sendrowicz

 

źródło: wyborcza.biz

Dodaj komentarz